„Zdrada” Star Wars Empire 1-4: Betrayal

Ta historia pojawiła się w Polsce za sprawą trzeciego wydania specjalnego „Star Wars Komiks” w roku 2011.

Jestem bardzo wybrednym fanem „Gwiezdnych wojen” i zanim zdecyduję się na zakup jakiegokolwiek produktu związanego z imperium G. Lucasa, sprawdzam, czy ma on w sobie potencjał by mnie zainteresować. Po krótkiej wizycie w EMPIKu i pobieżnym przekartowaniu „Zdrady” podjąłem decyzję, że trafi ona na moją półkę. Zaintrygowała mnie historia spisku, który zawiązał się wewnątrz Imperium rok przed „Nową nadzieją” i miał na celu wyeliminowanie Imperatora. W odróżnieniu od wielu innych intryg wymierzonych w Palpatine’a, ta była wyjątkowa, ze względu na osobę, która rzuciła mi wyzwanie. Wielki moff Trachta, rządzący Imperialnym Centrum, stolicą galaktyki, był jednym z jego najbardziej zaufanych współpracowników. Obaj poznali się krótko po wyborze Palpatine’a na Kanclerza Republiki. Co doprowadziło wielkiego moffa do zdrady? Prawdopodobnie zazdrość o względy jakimi u Imperatora cieszył się Vader. Trachta wiedział, że nigdy nie dorówna Vaderowi, który był przecież lordem Sithów. Dlatego uznał, że jego misją jest uwolnienie galaktyki od „teokracji dwóch”. Przygotowania do zamachu na życie Imperatora zajęły 10 lat. Trachta wykorzystał ten czas na wejście w porozumienie z innymi osobami, uzyskanie potrzebnych środków, zebranie potrzebnych informacji oraz sporządzenie wieloetapowego planu działania. Zapomniał tylko o jednym; że on sam jest najsłabszym ogniwem…

Spisek wielkiego moffa Trachty to jedna z tych gwiezdno-wojennych historyjek, o których jako doświadczony fan wiedziałem od dawna, ale nigdy nie miałem okazji poznać dokładnie. Aż do teraz. Dlatego podczas lektury „Zdrady” skupiłem się całkowicie na przeanalizowaniu tego wydarzenia, nie poświęcając większej uwagi wątkowi Vadera mierzącego się ze swoją przeszłością oraz przeznaczeniem. Co tu wiele pisać… to słaba część tego komiksu. Pomysł umieszczenia retrospekcji z epizodów pierwszego i drugiego uważam za co najmniej nietrafiony i najchętniej bym je wyciął. Ogólnie przedstawienie Vadera nie przypadło mi do gustu. Ponad 30 lat zgłębiania tajników Mocy z czego 18 po ciemnej stronie, a zachowuje się jakby znowu był dziewięcioletnim niewolnikiem na Tatooine. Najpierw boi się samodzielnej misji, a potem łatwo daje się zmanipulować. Bardzo podobała mi się za to postać Palpatine’a, który po raz kolejny pokazał, że nieprzypadkowo od ponad 30 lat rządzi galaktyką. Może nie równie, ale również interesujący wydaje się wielki moff Trachta, którego niepokojący wygląd oraz nieprzeciętna inteligencja pozostawiają w umyśle czytelnika niedosyt. Obawiam się, że to na razie jedyna pozycja w jakiej się pojawia. Nie żal mi natomiast wielkiego moffa Bartama, który także należał do spisku. Nie dosyć, że postać jest po prostu nijaka, to jeszcze dostajemy kolejnego moffa „bez ziemi” (nie wiadomo czym rządzi) robiącego zamęt w kanonie. Ze spiskowców warto jeszcze wspomnieć o dowódcy ochrony Coruscant moffie Kadirze. Ambitny, krewki, reprezentujący młode pokolenie imperialnych oficerów. Tak, jego było mi żal. Szczególnie, że zaszedł tak daleko realizując plan Trachty.

Dialogi co do zasady są takie, jakie być powinny, jednak momentami pojawiają się wypowiedzi, które padają bez żadnego logicznego uzasadnienia. Przynajmniej ja takiego nie dostrzegam. Grafika… nie powala. Niedługo po „Zdradzie” czytałem „Cenę władzy” (Star Wars Empire 31). Wniosek nasunął mi się taki, że rysownik Ryan Benjamin powinien wziąć kilka lekcji od kolegi po fachu Joe Corroneya, szczególnie jeśli chodzi o rysowanie Vadera. Ech… ten Vader coś trefny w tym komiksie. Na plus można zaliczyć niektóre tła Imperialnego Centrum oraz rysunki Niszczyciela Gwiezdnego klasy Imperial.

Czas na podsumowanie. Mam mocno mieszane odczucia w stosunku do „Zdrady”. Z jednej strony bardzo klimatyczne potajemne spotkania spiskowców przywodzące na myśl zamach na Hitlera autorstwa pułkownika von Stauffenberga, z drugiej strony niewiarygodne przedstawienie Vadera, który ma problemy na poziomie dziewięciolatka. Gdy wydaje się już być lepiej, zaskakujący zwrot akcji z moffem Kadirem przyćmiewa pojawiający się niczym z zada banthy Boba Fett. Nieczęsto oceniam komiksy. „Zdradę” oceniłbym na 6/10. Każdy fan powinien poznać i samemu ocenić, ot co.

Written by Roan