Subiektywny rzut oka na „Star Wars: The Essential Atlas”

OSTRZEŻENIE! | CAUTION! | ACHTUNG! | ATENCION! | BHNMAHNE! | UPOZORENJE!

Tekst został napisany literackim językiem polskim. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Pacta sunt servanda1. Wiem, obiecałem ten artykuł pod koniec sierpnia. A mamy prawie połowę listopada. No ale cóż… chyba nie macie wyjścia i musicie mi wybaczyć. Bo kto inny będzie pisał na takie tematy, jeśli nie ja?

aKaznodzieja astrograficznej sekty przedstawia: przed Wami „recenzja” jednej z najgorętszych pozycji minionego lata czyli „Star Wars: The Essential Atlas”. Założenia tekstu są proste jak Trasa na Korelię: najpierw trochę nawrzucam, potem pochwalę a jak mi się uda to nawet podsumuję. Startujemy?

a1Zacznijmy od tego, że „The Essential Atlas” jest podzielony na 3 duże części; są to kolejno „Polityczna galaktyka”, „Planety galaktyki” oraz „Atlas galaktycznej historii”. Pierwsza część dotyczy – jaka sama nazwa wskazuje – zagadnień związanych z rządzeniem miliardami gwiazd. Rządzić znaczy administrować, a nie da się tego efektywnie robić bez szczegółowego podziału terytorialnego. Najwięcej miejsca poświęcono oczywiście Regionom, największym jednostkom na jakie dzielimy galaktykę Lucasa. Generalnie świetna sprawa, o ile nie wychylasz się poza Zewnętrzne Rubieże. Dlaczego? Gdyż albowiem za nimi czeka zła Dzika Przestrzeń. Wild Space is full of zasadzkas… dalej dokończcie sobie sami. Ten Region zawsze był jakiś trefny. Ilustrowany podręcznik z 1998 r. podawał jedyną pewną informację na jego temat: że zawiera Almanię. Wookieepedia sugerowała, że Kamino także należy do Dzikiej Przestrzeni. Jak spośród bzdur i rewelacji wygrzebałeś coś jeszcze to byłeś hardcorem. Ale to przeszłość. Dzięki nowemu atlasowi już nic nie jest pewne. Kamino się rozpłynęło a Almanię anektowano do Rubieży. Cudo. Ale to nie koniec. Zewnętrze Rubieże także kryją niespodzianki. Kiedyś zrobiłem ranking ciekawostek galaktyki, w którym pierwsze miejsce zajęła wędrująca planeta Zonama Sekot. To przeżytek. Teraz mamy wędrujący sektor gwiezdny. Jego nazwa Kanz. Kojarzycie Lorrd? Wiele lat sobie istniał w Sektorze Wspólnym. Chyba mu się znudziło, albo zastraszyli go Espowcy a3(takie gwiezdno-wojenne ZOMO) gdyż zawitał w okolice Bimmiela (k. Szczątków Imperium). Mam dziwne wrażenie, że to ukłon twórców w stronę kwiatu amerykańskiej młodzieży, której predyspozycje umysłowe nie pozwalają na rozróżnienie Anakina Skywalkera i Anakina Solo2… Zanim przejdziemy do części drugiej, chwila relaksu. Wiedzieliście, że istnieje 20 cudów naszej galaktyki? Każdy fan SW skojarzy Imperialny Pałac na Coruscant, który otwiera listę. Ostatnio moim ulubionym cudem jest Shawken Spire. Generalnie jest to wybudowana na planecie Shawken iglica, sięgająca niskiej orbity. Taa… mój zachwyt właśnie sięgnął orbity okołoziemskiej.

Część drugą „Planety galaktyki” określiłbym jako odświeżenie zawartości Ilustrowanego podręcznika z 1998 r. Znajdziemy w niej wybór uaktualnionych, szczegółowych opisów planet rodem z uniwersum SW. Niestety, w porównaniu z Ilustrowanym podręcznikiem, ich ilość spadła ze 100 do 76. Jakość kosztem liczebności? Nie w przypadku Malastare. Zmieniono koncepcję powierzchni planety. Kiedyś była przedstawiana za4 dwoma kontynentami przedzielonymi morzem. Obecnie wody powierzchniowe są jakby w atrofii. Widok planety z innej strony nie wchodzi w grę. Szkoda, bo poprzedni stan niejako determinował planetarną kulturę. Tyle o Malastare. Skupiając się na ogóle; nie do końca podoba mi się kryterium wyboru planet, które znalazły się w atlasie. Christophsis? Shadda-Bi-Boran? Triton? Naprawdę były ważniejsze niż Arkania? Bastion? Cinnagar? Lucas, shame on you!

„Atlas galaktycznej historii” jest jakby skompresowanym przewodnikiem po chronologii ze znacznym udziałem elementów graficznych, w tym oczywiście map. Dzięki niemu czytelnik powinien lepiej zrozumieć genezę wielkich konfliktów, ich przebieg oraz skutki. Wyjątkowo dokładnie zostały omówione wydarzenia znane z filmowej sagi. O ile tego można się było spodziewać, o tyle niektóre przedstawione treści dziwią. Szczególnie zastanawia mnie mapa „Imperium Kontratakuje”. Na rysunku zamieszczonym obok, żółtą linią zaznaczono trasę przelotu Vadera i spółki na Hoth. Albo Czarny Lord niezbyt się spieszył, albo odkryliśmy drugi poważny błąd Ozzela. Trudno inaczej wytłumaczyć dlaczego tym razem tak skrupulatnie skorzystano z głównych a5tras nadprzestrzennych. Nie kupuję hipotezy, że nie znali krótszej drogi. Rok później Sojusz Rebeliantów pokona niemal tą samą trasę w linii prostej; wiemy o tym z „Powrotu Jedi”. To co, niedofinansowani rewolucjoniści mogą, a rząd galaktyczny nie? Skoro już jesteśmy przy trasach nadprzestrzennych to po raz milionowy zaprotestuję przeciwko projektowi „The Old Republic”. Naprawdę smuci mnie, że współtwórcy EU nie mają o nim elementarnego pojęcia. Wymyślają jakieś buble, które potem trzeba na siłę wkomponowywać wa6 dotychczasowy kanon. Chodzi mi oczywiście o ustanowienie Hydiańskiej Drogi, które cofnięto w czasie o niemal 700 lat… To boli. Przygnębia. Teraz muszę się jakoś rozweselić. Co by tu wesołego zaprezentować? Aaa… Już wiem. Wspominałem o elementach graficznych. To nie tylko mapy – również rysuneczki. Śliczne rysuneczki. Jeden z nich od razu podbił moje serce. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Region Ekspansji: Yinchorr, a na jego powierzchni imperialni gwardziści Kir Kanos i Carnor Jax. Co robią? Jeśli myślicie, że walczą, mylicie się. Ci wrażliwi chłopcy dołączyli do zespołu pieśni i tańca „Mazowsze”. Walka wyszła a7z mody; teraz imperialna gwardia wygina śmiało ciało. Nie ma Palucha – wieś tańczy i śpiewa 😀 „Atlas galaktycznej historii” jest super. I naprawdę pomaga zrozumieć EU. Tajemnica fanowskiej niechęci do Gungan rozwiązana! Są ble ponieważ… obcują z dragami. Ni ćpać! Bo Cię nie będą lubić.

Był kiedyś taki film „Matrix”. A w tym filmie był cytat. „Niewiedza to błogosławieństwo…”. Święta prawda. Sporo rzeczy mi nie odpowiada w „The Essential Atlas” bo… za dużo wiem. Na szczęście potrafię dostrzec nie tylko minusy, ale i plusy tej niezwykłej pozycji. Pierwszy z nich podał mi niemal na tacy Nild: „zawsze będzie to jakiś atlas”. Chwile później dodał: „Śródziemie ma swój od lat”. No i prawda. Niea8 było nigdy atlasu galaktyki SW. A inni swoje mieli. I im zazdrościliśmy trochę. No to już nie zazdrościmy – mamy własny. I to całkiem estetyczny. Zarówno okładka jak i zawartość cieszy oczy. Warto wspomnieć, że przy tworzeniu map do współpracy zaproszono fanów. Jestem pewien, że to dzięki nim wszystkie odwzorowania galaktyki w atlasie są generalnie zadowalające. A jeżeli chodzi o mapki poszczególnych Regionów to są wręcz świetne. Dostarczają bezcennej wiedzy o lokacjach, które dotąd były nieznane. Wreszcie poznałem położenie Mersona, Celegii, Taloraana, Reythy, Gree, Virgillii i wielu, wielu innych. Szczegółowe opisy planet to wyraźny krok naprzód w stosunku do Ilustrowanego podręcznika. Kto nie wierzy, niech porówna obrazek u góry i ten umieszczony przy wrzutach na część drugą. Widać różnicę. Galaktyczna historia także trzyma poziom. Nie dosyć, że przydatne źródło wiedzy to jeszcze jak opracowane! Te rysuneczki… jak zobaczyłem M’haeli to się rozpłynąłem…

a9

Mam nadzieję, że udało mi się wyciągnąć najciekawsze elementy z „The Essential Atlas”.

Korzystając z okazji: Wszystkiego najlepszego z okazji 91. rocznicy odzyskania Niepodległości.

Written by Roan

1 łac. umów należy dotrzymywać

2 W „Zdradzie” (1. tom Dziedzictwa Mocy) główni bohaterowie podróżują z Lorrda (sektor Kanz) w okolice Bimmiel. Niewykluczone, że stąd wynika wędrówka sektora.