Strach to choroba; nadzieja jest jedynym lekarstwem.

Uwaga! Felieton zawiera spoilery dot. 17-go odcinka serialu TCW

Na kilku ostatnich spotkaniach ŁFSW poruszano takie kwestie jak potrzeba pisania artykułów do opublikowania na stronie fandomu. Jak wiadomo – potrzeba matką wynalazku. W mojej nieco skołatanej głowie zrodził się pomysł; a może by tak… felieton? Idea godna pochwały, jednak problemem okazał się robiący ostatnio karierę suchostój. A gdy Cię dopadnie, Toś przepadł. Przynajmniej do czasu, aż przestaniesz mu smakować. Szczęśliwie dla mnie, odpuścił dzisiaj podczas oglądania siedemnastego odcinka serialu The Clone Wars.

Jedno jest pewne. Zapamiętam go na długo.

Standardowo, po zniknięciu napisów początkowych, widz zostaje wprowadzony w fabułę odcinka. Tym razem Separatyści pojawiają się na Naboo. Tego jeszcze nie było… A gdy ojczyzna w potrzebie, na planetę powracają najznamienitsi obywatele. Tak więc w obliczu kolejnej inwazji, Republika wysyła na pomoc trzyosobowy korpus dyplomatyczny: Padme, Jar-Jara i C-3PO (swoją drogą zachwyciło mnie tłumaczenie: „lecą na Naboo, by wspomóc sytuację”). Może było to właściwe posunięcie, chociażby po to by poinformować królową (lub carycę, sądząc po wymowie) „kto sprawuje kontrolę nad tą wojną”. Kolejnym, nie mniej ważnym zadaniem okazało się przesłuchanie uszkodzonego droida, zakończone absolutnym sukcesem. Dowiadujemy się bowiem nie tylko o istnieniu tajemniczego wirusa, ale również poznajemy lokalizację super-tajemniczego laboratorium. Broń biologiczna, broń chemiczna, broń energetyczna… Na Moc! Wicekról Gunray skierował na Naboo, w trakcie trwania tej wojny, co najmniej połowę arsenału Konfederacji! Nie wiedział jednak (skąd mógł wiedzieć?), że prościej jest zaatakować Coruscant, niż oblegać twierdzę Naboo. Przypuszczalnie dlatego jego stronnictwo przegrało tą wojnę.

Hm… powinniśmy myśleć o przyszłości, ale nie kosztem chwili bieżącej. Dlatego wróćmy do wirusa, który poważną sprawą jest. Niezbędna okazała się pomoc dwóch, dostępnych Jedi. Nieoczekiwanie, wolni od wszelkich obowiązków wojennych pozostawali w tym czasie Obi-Wan i Anakin, toteż oni zostali oddelegowani na Naboo. Nie marnując czasu, Padme rozpoczęła poszukiwania na własną rękę, otrzymując do dyspozycji statek zwiadowczy o niezwykle aerodynamicznym kształcie. Niestety, niedługo po jego opuszczeniu pojmały ją droidy bojowe szalonego naukowca. Nie przeszkodziło jej to na szczęście w przesłaniu do Theed współrzędnych położenia. Niemiecka precyzja, hiszpański temperament… Jak ona to robi? Najwyraźniej potwierdza się złota sentencja: „ Jaka wojna, tacy bohaterowie”. Chociaż… zawsze można znaleźć wyjątek od reguły. Weźmy na przykład tego gościa z brodą, w białej zbroi republikańskiej armii, który pojawia się obok Anakina. Przeraża mnie to nowatorstwo w kreacji czarnych charakterów; lekką ręką skazuje zakładników na śmierć („To ryzyko, które musimy podjąć”), zgadza się na skażenie planety bez przedyskutowania innych planów działania („Lepiej mieć jedną planetę zakażoną, niż całą galaktykę”). Niby znajomy z wyglądu, ale… KIM JESTEŚ I CO ZROBIŁEŚ Z OBIM?!?!?!

Napięcie sięgnęło zenitu. Aż przygryzałem paznokcie z przerażenia, patrząc jak związek Anakina i Padme przechodzi najpoważniejszy znany kryzys. Byłem przekonany, że to koniec, a Lucas zmienił zdanie i usunie z kanonu „Zemstę Sithów”. Właśnie wtedy Padme udowodniła jak silne jest jej uczucie i ile jest w stanie wybaczyć Sky Boyowi. Wyrwana objęciom śmierci wyrzekła tylko: „Może następnym razem mnie uratujesz, zanim zabijesz wszystkie droidy bojowe?”, po czym przeszła nad tym co miało miejsce do porządku dziennego. I nigdy mu tego nie wypomniała! Jak archetypiczna Matka Polka. Ideał!

Nie mogę pominąć heroizmu Jedi, którzy ofiarnie rzucali się za spadającymi fiolkami wirusów, zamiast iść na łatwiznę i pochwycić je Mocą. Wciąż nie wyszedłem z podziwu dla umiejętności klonów, które rozbroiły wszystkie ładunki wirusowych bomb – przeznaczonych dla całej galaktyki – na czas. Gratuluję Lucasfilm. Naprawdę. Odwaliliście kawał roboty, by ten odcinek zapadł głęboko w pamięć. By był adekwatny do swojego tytułu.

Written by Roan