Historia komiksu Star Wars – część II

- ANH Manga - jeden tom
– ANH Manga – jeden tom

8. Manga Dark Horse 1998-2000

Zanim przejdziemy do komiksów Dark Horse’a warto opisać pewne japońskie „naleciałości” w świecie Star Wars. Rynek Japonii jest jednym z najważniejszych dla „Gwiezdnych wojen”. Poza tym jest to dość specyficzny rynek z uwagi na lokalną kulturę. Nic więc dziwnego, że i komiksy Star Wars występują w wersji dla takiego odbiorcy. Dark Horse w swoim czasie wydał mangowe adaptacje w języku angielskim starej trylogii (ANH, TESB, ROTJ), a także „Mroczne widmo”. Na tym mangowy, angielski Dark Horse się zakończył. Pewnie z uwagi na cenę i specyfikę komiksu, nie wspominając, że główni bohaterowie odstają od tego do czego kultura zachodnia jest przyzwyczajona.

 

9. Tokyopop (UK, Dark Horse) 2005-2008

Ale z Japonii to nie wszystko. W tym roku Dark Horse wydał amerykańską wersję foto-komiksów całej sagi i dodatkowo wersję „Clone Wars” (wcześniej wydane w Wielkiej Brytanii). I tu tym bardziej widać, że to nie jest to, to, czego należałoby oczekiwać. Myliłby się jednak ten, który by uważał, że Japończycy nie umieją rysować i mają kiepski gust. Dużo ciekawiej wypadł zupełnie inny japoński projekt SW. Grupa artystów, w ogóle nie związana z uniwersum, przedstawiła swe własne, autorskie opowieści. I dopiero tu można poznać moc prawdziwych i dobrych komiksów krainy kwitnącej wiśni.

10. Dark Horse 1991- 2008

Po naturalnej „śmierci” komiksów SW Marvela w 1987 roku na rynku wydawnictw SW zapanowała próżnia. Mało co jest mi wiadome o owym okresie. Książek było mało. West End Games ze swym RPG ratował trochę sytuację, ale nie oto chyba chodziło Lucasowi. Szukano nowych pomysłów, nowych wydawców. Rok 1991 okazał się przełomem. W maju (znowu) ukazał się pierwszy tom trylogii Timothy Zahna. A w grudniu…

Nie jest prawdą, że pomysły w Marvelu się wypaliły i po studiu zaczął hulać suchy wiatr pustyni Tatooine. Pomysły były, ale wiary i chęci już nie. Cztery lata na wydanie czekało „Dark Empire”… Tak, miało być wydane w roku 1987, czy 88… Nie zdążyło. Został pomysł i ludzie, którzy chcieli. Minęły lata, a na rynku komiksów SW zaistniał nowy, niezależny, prężny wydawca Dark Horse.

Zaczął delikatnie, choć z przytupem. „Dark Empire”, komiks dziś kultowy. Ale wydanie tych sześciu zeszytów zajęło prawie rok, od grudnia 1991 roku po październik roku następnego. W połowie 1992 zaczęto na nowo wydawać historie ze stripów z LA Timesa, czyli serię „Classic” (20 zeszytów do czerwca 1994 roku). Dopiero w dwa lata od DE pojawiła się nowa, ale znów wielce odkrywcza i zaskakująca seria „Tales of the Jedi”. Pół roku później pojawiły się „Droidy”, wydawane już regularnie co miesiąc. A latem 1994 roku zdecydowano, aby ponownie wydać marvelowskie adaptacje filmowe.

Takie to były początki, które poprzez okres kolejnego zainteresowania „Gwiezdnymi wojnami” z okresu Edycji Specjalnej i ponownie w czasie prequeli, doprowadziły dziś do serii KOTOR, Legacy i dwóch wersji „Wojen Klonów”. I ciągle mamy nową nadzieję na więcej…

11. Ludzie i historia

Trzydziestoletnia historia komiksów spod znaku Star Wars jest przebogata i bardzo trudna do ogarnięcia. Nie opowiedziałem o wszystkich przejawach komiksów Star Wars. Pominąłem, gdyż mało o nich wiem, takie zjawiska jak komiksy na opakowaniach, czy tym podobne historie. Tym niemniej sądzę, że większość „góry lodowej” zarysowałem i to na początek wystarczy, gdyż nawet pojedynczy zeszyt potrafi być kopalnią informacji o uniwersum, ale i o autorach, którzy go stworzyli. Za każdą opowieścią, za każdym wydaniem, stoi armia ludzi bez których komiksów by nie było. Artyści, wydawcy, menadżerowie, czy nawet księgowi, magazynierzy, kierowcy i sprzedawcy. I każdy z nich, oprócz udziału w powstaniu dzieła, to także kolejna historia do opowiedzenia i poznania. Tak więc sami widzicie z czym przychodzi się zmierzyć, gdy mówi się o komiksie tylko z „bardzo, bardzo odległej galaktyki”.

Nie zapominajmy także o rozwoju technik rysowania i prezentowania opowieści komiksowych na rynku amerykańskim. Od lat siedemdziesiątych, całkowitej dominacji wielkich wydawnictw, niechętnych do wprowadzania nowości (zupełnie jak z wielkie studia filmowe), poprzez napływ nowych, egzotycznych kadr, z nowym spojrzeniem filipińskim, czy japońskim, aż do ekspansji witryn niezależnych (tu także Dark Horse’a), które nie bały się nowości. Gdy porównamy pierwsze komiksy spod znaku Star Wars z dzisiejszymi widać ogromną różnicę, nawet w jakości użytych materiałów do wyprodukowania komiksu, o kresce, kadrze, kompozycji, barwie, czy nawet liternictwie nie wspominając. A to kolejna nowa historia do zgłębienia.

To krótkie wprowadzenie w zupełnie nowa galaktykę miało na celu pokazanie drogi do dalszych dociekań i poszukiwań. Miało zachęcić do poznania ludzi, bez których „bardzo, bardzo odległa galaktyka” byłaby tylko pustym dźwiękiem, kto wie, czy już nie przeszłym. Miało zachęcić do odkrycia materii, technik jej wytwarzania i ewolucji rysunku, bez których nie byłoby obrazów, którymi dziś tak się zachwycamy. To dzieło dla fana, cierpliwego historyka, który dla swej pasji odkryje coś, o czym już dawno zapomniano, czy też nigdy nie myślano, aby to uwiecznić. A kto wie, czy za tym nie pójdą nowe dzieła, nowa jakość, ewolucja uniwersum. Tak wykuwa się sukces. Bo pomysł Makerze, to za mało…

Lorienjo